niedziela, 29 stycznia 2017

Pierwsze wspólne dni...

   Tym razem chciałabym opowiedzieć jak wyglądały pierwsze wspólne dni naszej bandy.
   Ponieważ psiaka kupowałam w Polsce nie chciałam od razu po odbiorze wyjeżdżać do siebie do Niemiec. Chciałam choć chwilę jeszcze spędzić z rodziną. dodatkowo drugiego dnia dostałam gorączki, więc chcąc nie chcąc musiałam o kilka dni wyjazd odłożyć. Tak też nasze pierwsze dni spędziliśmy w gościach.
   Ale wracając do pierwszych chwil malucha w obcym miejscu...
Kiedy dojechaliśmy z psiakiem do domu był już mocno zmęczony podróżą. Dodatkowo głodny, gdyż nie dostał obiadku by nie było mu ciężko podczas drogi. Także chwilę po wejściu do domu psiak dostał michę. Był lekko zdenerwowany nowym miejscem i zapachami, ale z apetytem wsunął całą porcję. Blu jest dość pewnym siebie psiakiem, więc szybko dobrze się u nas poczuł i z pełnym już brzuszkiem zaczął zwiedzać mieszkanie.
Obwąchiwał wszystko dokładnie, w czym mu nie przeszkadzaliśmy. Musiał poznać dokładnie miejsce,w którym się znajdował. Po dokładnym zapoznaniu się już z salonem, kuchnią i przedpokojem dotarł do sypialni... A tam ukrywał się pewien dziwnie jęczący i syczący jegomość. Lucjan nie był zachwycony tym co pojawiło się w domu. Niestety szczeniak przy pierwszej próbie zapoznania się z czarnym kolegą dostał po nosie. Na szczęście nie zraziło go to do kolejnych prób.
Gdy całe mieszkanie zostało już sprawdzone czas było je ochrzcić. Oczywiście pomimo 20 mat chłonnych rozłożonych w całym domu siusiu musiało trafił w miejsce gdzie maty akurat nie było. No co? Mieszkanie musiało zostać oznaczone :)
Teren zwiedzony i oznaczony? To teraz przyszedł czas na szaleństwo. Blusiek od pierwszego spojrzenia pokochał pluszową piszczącą kość (na szczęście już nie piszczy) Bardzo chętnie ją sobie mamlał i przynosił by się z nią bawić.
Jeżeli chodzi o głaskanie i przytulanie to początkowo nie bardzo wiedział o co chodzi. Każda próba dotknięcia go była kojarzona z zabawą czyli podgryzaniem. Jednak już po 2 dniach odkrył przyjemność dotyku ludzkich rąk i teraz sam pcha się na kolanka. Nad podgryzaniem rąk pracowaliśmy trochę dłużej, ale też szybko zrozumiał,że tak nie wolno. Za każdym razem kiedy łapał mnie za rękę przestawał nią ruszać, mówiłam głośne "Ała", a jak nie puszczał to starałam się zapiszczeć. A kiedy tylko puścił szybko łapałam pierwszą lepszą zabawkę i wkładałam mu do pyszczka by zrozumiał co służy do gryzienia.

Zasnął wczesnym wieczorem, wyczerpany nowymi przeżyciami.

Psiak też nie znał obroży. Podczas naszej drogi do domu, raz zatrzymaliśmy się by dać psiakowi moment odpoczynku. By nie kusić losu miał założoną obróżkę i smycz (które strasznie go denerwowały). Gdy wysiadł z auta nie rozumiał co go hamuje i wpadł w lekką panikę. Dlatego też następnego dnia w domu (nie pierwszego, gdyż to mogłoby być zbyt wiele dla malucha) założyliśmy mu obróżkę i smycz i zachęcaliśmy go do zabawy podczas gdy był urany. Później gdy już obroża aż tak go nie denerwowała spróbowaliśmy spaceru. Psiak był szczęśliwy będąc na dworze, ale dalej nie bardzo rozumiał co go ciągnie za szyjkę kiedy ten próbuje gdzieś odbiec. Pierwszy spacer nie był idealny, ale za z każdym kolejnym psiak pojmował, że trzeba się trzymać bliżej mnie, inie może kiedy poczuje delikatne pociągnięcie to trzeba się wrócić. Po około 3 dniach i 5-6 spacerkach Blu bez problemu ogarnia o co chodzi ze smyczą i jak należy spacerować. Wiadomo, że nie chodzi idealnie przy nodze i nie raz pociągnie na widok czegoś co mu się spodoba (czyt. fajny krzaczek, inny człowiek czy pies).
Szczęśliwy śnieżny pies


























Niestety z jedną rzeczą nie poszło nam tak łatwo i dalej z tym problemem walczymy. A dokładnie chodzi o niechęć załatwiania się na dworze (jest ze mną 2 tyg i ani razu się to nie udało), oraz załatwianie się na maty.
Blu jest typem, który nie ma stałych miejsc do siusiania. Najczęściej robi to po prostu w miejscu, w którym mu się zachce (poza spacerami). I chociaż maty są prawie w całym domu, psiak jest chwalony za każda załatwienie potrzeb właśnie na macie, a jak nie trafi to szybko na nią przenoszony jakoś nie potrafi pojąć czego od niego wymagamy. 
Początkowo mat było mniej i wyłapywałam momenty kiedy chciał się załatwić i szybko go na maty przenosiłam. Nie dawało to jednak żadnych rezultatów. Teraz matami mam wyłożone prawie całe mieszkanie i nagradzam go smakołykami i pochwałami kiedy tylko się załatwi, czyli prawie zawsze bo teraz naprawdę ciężko byłoby na matę mu nie trafić. Może z czasem wyrobi sobie ulubione miejsca i będzie można sprzątnąć część mat....? Tak czy inaczej nad czystością cały czas pracujemy i jak tylko Blu załapie o co w tych chodzi ogłosimy tę szczęśliwą nowinę całemu światu :D

A na koniec jeszcze kilka zdjęć mojego pieszczoszka



poniedziałek, 23 stycznia 2017

Odbiór malucha

Szczeniak już ze mną od tygodnia!
   W poprzednią niedzielę odebrałam skarba. Z miejsca zamieszkania moich rodziców do hodowli było trochę ponad 200km. Większą część drogi przejechaliśmy autostradą, nie zmieniło to jednak faktu, iż bez przygód się nie obyło.
W podróż wybrała się ze mną mama, gdyż to zawsze raźniej, a do ego miał kto niuńka po drodze pilnować.W drodze po szczylka w pewnym monecie mieliśmy małe problemy z autem, na szczęście okazały się niegroźne i chwilkę później ruszyliśmy w dalszą drogę. Następnie podczas krótkiej przerwy zostawiłam portfel na stacji benzynowej (dzięki Bogu był to tylko zapasowy portfel na polskie pieniądze i nie było w nim żadnych dokumentów). W drodze powrotnej podjechałam zapytać o niego, ale ktoś go sobie przywłaszczył... Stary zniszczony portfel, ze starą legitymacją szkolną... Mam nadzieję, że się komuś przydał!
Na całe szczęście reszta drogi przeleciała już bez jakichkolwiek przeszkód i po 3 godzinach byliśmy na miejscu.
Na wejściu powitały nas mama mojego bąbelka wraz z jego ciocią. Obie radosne i zadowolone z odwiedzin. A kiedy już nacieszyłyśmy się dziewczynami czas było poznać maluchy. W miocie były 3 pieski. Najmniejszego (Amadeus'a) właściciele już zdążyli odebrać, więc nie było okazji nam się poznać. Także czekali na nas Atos i Aramis. Ruchliwe, podskakujące i podgryzające maluchy. Mimo, że bracia byli do siebie podobni udało mi się od razy rozpoznać mojego wybrańca. Pomizialiśmy chwilę dzieciaki i poszliśmy porozmawiać między dorosłymi :P
W hodowli popytałam o suszkę, zobaczyłam jej rodowód (o ojca pytać nie musiałam, gdyż zdążyłam poznać go osobiście wcześniej). Dowiedziałam się co nieco o hodowli z której pochodzi, o jej charakterze od szczeniaka itp. Następnie została podpisana umowa w dwóch egzemplarzach, z których jeden otrzymałam. Do tego dostałam książeczkę zdrowia z wpisanymi szczepieniami i odrobaczeniami, paszport (gdyż był mi potrzebny do wyjazdu za granicę z psiakiem) oraz kopię metryki urodzenia. Oryginał został wysłany do ZKwP w celu wyrobienia rodowodu eksportowego. Taki rodowód jest potrzebny kiedy planujemy wystawiać psa i rejestrować w związku poza granicami Polski. Rodowód ten nie był jeszcze gotowy więc zostanie mi dosłany pocztą, co mam zaznaczone w umowie.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę o wszystkim i o niczym aż przyszła chwila pożegnania młodego z mamusią i całą hodowlą.
Psiak w pierwszej chwili był troszkę zaskoczony tym, że go gdzieś biorą samego, bez rodzeństwa,bez mamy, ale nie rozpaczał. Całą drogę powrotną grzecznie przesiedział na kolankach. Po przyjeździe do domu zaraz dostał michę, gdyż przed podróżą ominął go obiadek :) Na koniec pobawił się chwilkę i poszedł spać.
Co do pierwszych chwil w nowym domku to opowiemy o nich w następnym wpisie.



piątek, 13 stycznia 2017

A co jeśli...

Niedawno wróciłam z pracy i w sumie  powinnam iść spać bo jutro skoro świt ruszam na Polskę,  ale.... Ale już wiem, że szybko nie zasnę. 
W niedzielę odbieram swojego upragnionego malucha. Długo czekałam na ten moment,  a jeszcze dłużej marzyłam o tej chwili. Jednak z drugiej strony przyznaje się szczerze, iż jestem przerażona. Im bliżej odbioru szczeniaka tym większe lęki mnie dopadają: czy nie popełnienię jakiegoś błędu,  czy dobrze wychowam psiaka, czy na pewno wszystko przygotowałam. ..
Pewnie wielu właścicieli w tym momencie ma ochotę mi powiedzieć, że skoro takie rzeczy chodzą mi po głowie to może nie jestem gotowa na psa? Ja jednak myślę, że jest to troszkę inaczej.
Decyzję o kupnie psa podjęłam całkowicie świadomie.  Doskonale zdając sobie sprawę zarówno z przyjemności jak i problemów wynikających z posiadania psa. I myślę, że właśnie dlatego mam takie myśli.  Kiedy ktoś kupuje lub przygarnia psa pod wpływem impulsu, nie ma czasu zastanowić się nad trudnościami.  On działa tu i teraz patrząc w wierne , błyszczące psie oczy.  O problemie myśli dopiero w momencie kiedy on wystąpi.  Jednak ja miałam sporo czasu na przemyślenie wszystkiego.  Na przeanalizowanie możliwych problemów i wcześniejsze zastanowienie się nad rozwiązaniem.  Można by pomyśleć, że skoro tyle o tym wszystkim myślałam, to powinnam być w pełni przygotowana. Ale kupno psa to nie kupno nowej gry, z której mogę zrezygnować jeżeli poziom będzie zbyt trudny, lub użyć jakiegoś kodu... Pies jest żywą istotą, która reaguje na bodźce dochodzące z otoczenia. Wszystko z czym się spotyka (zarówno rzeczy pozytywne jak i negatywne) oddziałują na niego. Dlatego wiem, że może nie raz nie być łatwo i martwię się tym.   Nie stresuje mnie to, że psiak nie będzie idealny, ale że to ja mimo zdobytych informacji czy umiejętności popełnię jakiś błąd, który wpłynie na późniejszy charakter psa.
Myślę, że moje obawy można porównać do obaw kobiety czekającej na poród dziecka. Wie niby wszystko, ale i tak się boi czy na pewno wszystko będzie dobrze i czy sobie da radę.
I nie chce tutaj urazić niczyich uczuć  porównując psa do dziecka, jednak dla mnie pies jest członkiem rodziny niemniej ważnym od pozostałych.  I nikt nie musi się w tym stwierdzeniu ze mną zgadzać,  ważne by osoby ze mną obcujące na co dzień były w stanie to uszanować. 
Po prostu dobro psiaka jest dla mnie bardzo ważne i chcę by będąc u mnie było mu jak najlepiej.

Myślę,  że dobrze opisałam uczucia we mnie szalejące,  takie połączenie euforii i strachu. Na szczęście ja należę do ludzi odważnych i trzymam się pewnego kiedyś usłyszanego gdzieś zdania: "Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył cię z gry".

To był chyba ostatni wpis przed odbiorem malucha. Następny będziemy pisać już w trójkę
Pozdrawiamy: Pati & Lucek

środa, 11 stycznia 2017

Przygotowujemy mieszkanie

    Wczoraj było o kupowaniu to dzisiaj o przygotowaniu mieszkania na przybycie ciekawskiego stworzenia.

    Ponieważ od odbioru szczeniaka dzieli mnie już tylko kilka dni oznacza to, że  przyszedł najwyższy czas na przygotowanie mieszkania. Trzeba w nim znaleźć miejsce na legowisko,  a w moim przypadku klatkę oraz zabezpieczyć wszystko to, co może być dla młodego  psiaka niebezpieczne.
Zaczęłam od miejsca do spania.
Moje mieszkanie ma 2 pokoje z czego jeden łączy się z otwartą kuchnią,  do tego mały przedpokój i łazienka.  Wiedziałam, że przedpokój i łazienka odpadają w przedbiegach jako potencjalne miejsce na legowisko, tak też przyszło wybrać któryś z pokoi.  W obu spędzam podobną ilość czasu. W sypialni nie tylko śpię, ale lubię nieraz podczas korzystania z laptopa ułożyć się na łóżku. Natomiast w salonie też lubię przesiadywać,  do tego łączy się on z kuchnią, w której się przecież gotuje. Także oba pomieszczenia byłyby dobre.  Klatka (legowisko) jest miejscem do spania, wypoczynku czy wyciszenia, jednak psy to zwierzęta towarzyskie i nawet odpoczywając lubią być blisko właścicieli. Postanowiłam, że wybiorę jednak salon. Z jednej strony dlatego, że kiedy ktoś mnie odwiedza to jednak siedzimy w salonie, ale głównym powodem było to, że w sypialni mam jasną wykładzinę dywanową i chciałabym by mi jeszcze trochę posłużyła. W końcu pies nie będzie w kółko zamknięty w tej klatce,  a na początku szczególnie, mogą mu się zdarzyć wpadki poza matą .

Ok. Czyli mamy wybrane pomieszczenie,  teraz jeszcze konkretne miejsce.  Oczywiście nie przemebluje z tego powodu całego mieszkania, bo nie o to chodzi by wszystko pod psa dopasować a samemu się męczyć później.  Trzeba znaleźć kompromis. U mnie akurat tak się fajnie złożyło, że pomiędzy częścią kuchenną a narożnikiem miałam trochę miejsca w którym stał stolik.  Stolik został przedstawiony na drugą stronę i powstała idealna wnęka na klatkę.  Klatka będzie stała blisko narożnika,  więc pies będzie miał wszystko na oku, ale jednocześnie będzie oddzielony od największego zamieszania.  Z tego miejsca będzie też świetnie widział kuchnię a także cześć przedpokoju. Myślę,  że nawet gdyby przyszło mi go kiedyś tam zamknąć to nie będzie czuł się odizolowany od wszystkich.
Zdjęcie zapożyczone ze strony: https://piesberek.pl/2013/04/04/klatka-dla-psa-w-domu-tak-czy-nie/

Klatka stanęła już w odpowiednim miejscu. Teraz trzeba ją umeblować bo przecież psina nie będzie spała na plastykowej podłodze. Dodatkowo klatkę kupiłam już w rozmiarze pasującym do wymiarów dorosłego psa wybranej przeze mnie rasy, dlatego dla szczeniaka jest ona na razie troszkę za duża.  W sumie od nadmiaru miejsca psiemu  dziecku nie byłoby mniej wygodnie,  jednak nie chcę by podczas zamknięcia rozdzielił  sobie klatkę na cześć sypialną i toaletę. Psy kiedy tylko są w stanie choć w minimalnym stopniu panować nad potrzebami fizjologicznych nie załatwiają się w miejscu w którym śpią. Pod tym też względem klatka zamykana na noc będzie super pomocą przy nauce siusiania na matę, czy też na zewnątrz. Pod warunkiem, że odpowiednio zagospodaruję w niej miejsce.  Oczywiście nie mówię tu o zamykaniu psiaka na całą noc bez przerwy.  Trzeba będzie kilka razy w ciągu nocy wstać i psiaka wyprowadzić,  ale jak to się mówi cel uświęca środki. Warto będzie poświęcić kilka nocy, na rzecz szybszej nauki załatwiania potrzeb na zewnątrz
Tak też trzeba było wykombinować czym tu podzielić klatkę i niestety do mojej nie była dołączona kratka specjalnie do tego celu przeznaczona  (do niektórych modeli klatek dodają właśnie taką część lub można ją dokupić ). Trzeba było porozglądać się po mieszkaniu i piwnicy, i w ten oto sposób znalazłam coś co idealnie się nadało do zmniejszenia powieszeni użytkowej klatki. Kiedy po przeprowadzce w Niemczech na swoje pierwsze mieszkanie nie miałam jeszcze łóżka, kupiłam sobie taki materac zrobiony z gąbki. Składa się on z 3 części, które po złożeniu tworzą taką jakby dużą pufę. Teraz jest bardzo rzadko używany, więc ubrałam materacyk  w starą poszewkę na kołdrę i władowałam do klatki. Żeby się nie przewracał dodatkowo przymocowałam go taką gumową linką z haczykami. Dzięki temu klatka zmniejszyła się o około 1/3.
Na koniec włożyłam do środka legowisko przykryte materiałową nieprzemakalną matą, ale to już zostało zmienione na zwykły kocyk. Choć kotu pierwotna wersja również bardzo odpowiadała :) Z resztą cały czas chętnie spędza czas w klatce.
Lucek zaaprobował takie mieszkanie.
Kiedy zabawa z klatką się już skończyła, przyszedł czas na zajęcie się resztą mieszkania. Od wczoraj szukam rzeczy i miejsc, które mogą być niebezpieczne dla psiaka lub tego co mógłby po prostu podczas zabawy zniszczyć. Wszystkie wystające kable pochowałam, lub pozastawiałam tak by nie miał bezpośredniego dostępu do nich. Wszelkie środki czystości, którym zdarzało się stać gdzieś na wierzchu pochowałam do szafek, oraz pozbierałam każdą mini-piłeczkę kota, którą psiak mógłby się udławić.
Ostatnim krokiem jest chodzenie na czworaka po domu. Gdyby mnie ktoś z zewnątrz zobaczył to by pomyślał, że odbiło jej do reszty :P ,ale prawda jest taka, że jest to najlepszy sposób żeby zobaczyć co mogłoby szczeniaka zainteresować. Często stojąc wiele rzeczy z parteru ucieka naszej uwadze i dopiero po spojrzeniu z perspektywy zwierzaka dostrzegamy ile ciekawych przedmiotów, można by ściągnąć, pogryźć czy zjeść. 

Niestety prze przybyciem szczeniaka został mi do rozwiązania jeszcze jeden problem, na rozwiązanie którego jeszcze nie mam pomysłu. A dokładnie chodzi o zabezpieczenie kuwety tak by psiak nie miał do niej dostępu, a jednocześnie by nie ograniczać go kotu...
Na szczęście mam jeszcze kilka dni by się z tym uporać ;)

wtorek, 10 stycznia 2017

Szał zakupów - Czyli wyprawka dla szczeniaka :D

Dzisiaj miał być post dotyczący przygotowań mieszkania i zakupów jednak stwierdziłam, że byłby on zbyt długi i podzieliłam go na 2 części. Dzisiaj to co kobiety lubią najbardziej!
Zaczynamy!

   Nie jestem specjalistką i nie chcę by ktoś odebrał ten post jako instrukcję "co kupować itd.". Chcę tutaj opisać to co ja kupiłam  przed przybyciem szczeniaka (którego odbieram już w niedzielę JuHuuuuu).
   Kupowanie potrzebnych artykułów zaczęłam już dawno. Wolałam rozłożyć wydatki na kilka miesięcy, niż na sam koniec kupować wszystko z jednej wypłaty. Dodatkowo mogłam spokojnie szukać rzeczy, które najbardziej mi odpowiadają oraz ostatnia kwestia, czyli po prostu nie byłam w stanie się powstrzymać i musiałam zacząć kupować.
Jednak zanim cokolwiek kupiłam czy zamówiłam  podpytywałam znajomych, którzy jeszcze nie dawno sami mieli szczenięta, oraz na szukałam informacji na forach co się przydaje, a co okazało się dla ludzi stratą kasy.
Kiedy już pozbierałam opinie można było zacząć najprzyjemniejszy etap, a ponieważ uwielbiam zakupy przez internet, spora część rzeczy była własnie zamawiana przez różne strony.

   Jeżeli dobrze pamiętam pierwszą rzeczą jaką kupiłam była KLATKA. Tak jestem jednym z tych wyrodnych właścicieli, którzy będą biedną psinkę zamykać w klatce! i na pewno jeszcze bić i nie karmić! A tak na poważnie to sporo czytałam na ten temat i doszłam do wniosku, że jest to ciekawa opcja i jeżeli u nas się nie sprawdzi to klatkę zawsze mogę sprzedać. Jednak na początek chcę spróbować. Chcę by klatka była dla psiaka jego własnym pomieszczeniem, w którym nikt nie będzie mu przeszkadzał, Kiedy przyjdą goście lub to my gdzieś wyjedziemy, chciałabym by mógł się tam schować jeżeli nie będzie czuł się pewnie. W śród przyjaciół, którzy całkiem często mnie odwiedzają mam kilku z małymi dziećmi i myślę, że własnie w takich sytuacjach klatka będzie idealnym rozwiązaniem. Pies będzie widział co się dzieje, nie będzie odizolowany od ludzi (jak w przypadku zamknięcia w innym pomieszczeniu, ale z drugiej strony nikt nie będzie naruszał jego prywatnej przestrzeni. Dodatkowo teriery są dość energicznymi psami i dlatego wydaje mi się, iż klatka będzie dobrym sposobem by pomóc się psu wyciszyć gdy zbytnio się na coś nakręci.  Klatka ma także nam służyć na wystawach (jeżeli zdecydujemy się spróbować). Podkreślam jednak, że to co zostało tu napisane jest to wyłącznie moja opinia i jeżeli ktoś się z nią nie zgadza to trudno, jednak proszę wszystkich przeciwników klatkowania by zapoznali się bardziej szczegółowo z tematem i nie patrzyli na klatkę tylko z punktu widzenia człowieka.
Tutaj Lucek dokładnie sprawdza czy ta "rzecz" może stać w jego domu :)

   Kolejno skoro klatka została już wybrana i kupiona czas pomyśleć o jej wypełnieniu - czyli  LEGOWISKO.
Baks i jego legowisko (jedno z ostatnich zdjęć zrobionych w wakacje)
Początkowo planowałam kupić jakieś nowe, jednak po głębszym zastanowieniu uznałam, że nie ma to sensu skoro mam jedno po moim Baksie. Nie prezentuje się ono już zbyt ładnie, ale myślę że szczeniakowi to obojętne. Dodatkowo pewnie zniszczy je dość szybko. Także uznałam, iż lepiej by teraz odziedziczył ponton , a jak go "wykończy" lub już z niego wyrośnie to zainwestujemy w coś ciekawego. W ogóle Baks kiedy nie spał ze mną na łóżku, lubił się wyciągnąć na swoim posłaniu, więc mimo, iż był mieszanką yorka jego posłanie nie było miniaturowe. Dodatkowo jest pokryte materiałem, który bardzo fajnie się czyści, a do ego od spodu ma zamki błyskawiczne po rozpięciu których można wyjąć poduchy i uprać samą poszewkę legowiska. Służyło nam wiele lat, więc myślę, że i teraz jeszcze kilka miesięcy da radę.

Co do obróżek, szelek czy smyczek to nie kupowałam żadnych dla szczeniaka, gdyż to również zostało mi po Baksie i rozmiarowo będzie pasować idealnie.

Pozycją nr. 4 na mojej liście były PODKŁADY HIGIENICZNE (maty do siusiania). Początkowo chciałam kupić takie specjalnie przeznaczone dla psów, jednak szybko zmieniłam zdanie. Po dokładnym rozeznaniu okazało się, że te dla zwierząt nie różnią się prawie wcale od tych dla ludzi. Jedynie ceną! Te ludzkie idzie kupić w dużych paczkach na allegro za naprawdę nieduże pieniądze. I tak tez własnie zrobiłam!


   Kolejna pozycja "must have" to MISKI. Te po Baksymilianie były już mocno zużyte i uznałam, że miski należą się młodemu nowe. Nie tak dawno widziałam w okolicznym sklepie "wszystko i nic" fajne ceramiczne za naprawdę nieduże pieniądze i takie też kupiłam. Nie są niestety zbyt duże, więc na pewno z czasem będę musiała je zmienić (jakoś mnie to nie przeraża, lubię zmiany :D )

 Dodatkowo kupiłam także od razu metalową miskę przykręcaną do klatki. Taka z pewnością przyda się na wszelkich wyjazdach lub początkowo podczas przyzwyczajania psiaka do kenela.



   Do misek trzeba też mieć co włożyć! I oczywiście KARMĘ też mam, jednak zamówiłam ją dopiero w momencie kiedy znałam już konkretną datę przybycia szczeniaka do mojego domu.


   Następnie przyszedł czas na moją ulubioną część czyli ZABAWKI. Nie mam tego jakoś strasznie dużo gdyż cały czas starałam się pohamować, ale trochę się nazbierało. Nie inwestowałam także w jakieś super drogie zabawki, bo nie wiem na tą chwilę czym psiak będzie lubił się bawić. W końcu jedne psy lubią gryzaki,inne pluszaki, a jeszcze inne szaleją za piłkami. Większość rzeczy nie przekroczyła ceny 3 euro czyli koło 12-15 zł.





Najdroższe są 2 zabawki firmy KONG, które wiele osób mi poleciło.Pierwszą jest tradycyjny gryzak KONG'a. Nie inwesto-wałam jednak w wersję dla szczeniąt, gdyż uznałam, że za szybko wyrośnie z tego, a chcę by zabawka służyła nam jak najdłużej. Drugą rzeczą jest zabawka KONG Snugga Wubba. Kilku znajomych mówiło, że szczenięta bardzo to lubią i jak na coś częściowo pluszowego i miękkiego potrafi trochę wytrzymać (co do tego to się przekonamy).



Z naszym zestawie znalazły się piłki, pluszowe gryzaki, oraz sznury. Wszystkiego po trochu by móc się przekonać co sprawia zwierzakowi najwięcej frajdy. Jedyne o czym jeszcze myślę to, że przydałby się jeszcze jakiś gryzak z twardszej gumy :D (mi zawsze mało).


Ostatnie rzeczy jakie kupiłam dla papika, lub które odziedziczy to kocyki, kliker, gwizdek i cążki do pazurków (z tych ostatnich korzysta również kot). Tutaj nie będę się rozwodzić nad każdym przedmiotem z osobna, myślę, że każdy rozumie do czego one itp.

   Tak wygląda moja wyprawka czekająca na psiaka. jest tu kilka pozycji bez, których nie wyobrażam sobie przyjęcia szczenięcia pod swój dach, jak i takie, które na upartego można by wykreślić. Możliwe, że o czymś zapomniałam, jak tak to po przypomnieniu sobie tego dopiszę tę rzecz do listy.

Na koniec pozdrawiam wszystkich posiadaczy zwierzaków!

Na początku....

    Cześć każdemu kto tu zajrzy!
Nie wiem czy ktoś będzie tutaj regularnie zaglądał, tak samo jak ja nie zamierzam obiecywać, że wpisy będą pojawiać się regularnie. Ale może po kolei....

    Jestem Patrycja, a na zdjęciu ze mną Lucek (najwspanialszy kot na świecie).


    Od trochę ponad dwóch lat mieszkam w Niemczech, ale Lucek towarzyszy mi od niedawna. Od dziecka kochałam zwierzęta, ale szczególny sentyment zawsze miałam do psów. Mój pierwszy pies był mieszańcem owczarka niemieckiego i nazywał się Nero. Niestety mieszkał w kojcu, więc jakoś szczególnie zżyta z nim nie byłam, tym bardziej, że odszedł gdy miałam koło 8 lat. Następnie po wieloletnich namowach trafił do mnie Baks. Mój najwspanialszy Baksymilian Wielki


Nie trafił do mnie jako szczenie, ale jako 3 letni już pies (jego historia była dość zagmatwana, więc daruję sobie opowiadanie jej tutaj). Był kompletnie niezsocjalizowany z miastem (a żył w nim całe życie) czy innymi zwierzętami . Dużo czasu upłynęło zanim udało się go jako tako przyzwyczaić do życia. Na zawsze pozostał już strachliwy, jednak mimo to był moim najlepszym przyjacielem. Kochałam go na zabój. Niestety on sam najbardziej na świecie, od pierwszego dnia pobytu w naszym domu pokochał moją mamę. Kiedy nadszedł już mój czas by wyprowadzić się z rodzinnego domu nie miałam serca go ciągnąć ze sobą. Został z moimi rodzicami, gdzie oczywiście regularnie go widywałam! Dożył z nimi 16 lat i odszedł kochany 1 września 2016r. Nawet teraz gdy to piszę mam znów łzy w oczach i strasznie tęsknię za tym małym terrorystą....

    Przez większość życia choć miałam Baksa, a przez kilka lat byłam także wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych zwierząt, marzyłam o swoim własnym, dużym psie. Od zawsze wiedziałam, że przyjdzie w moim życiu taki moment kiedy zawita u mnie ten wymarzony towarzysz. Wcześniejsze psy były bardziej z przypadku niż wyboru. A teraz kiedy moje życie się już stosunkowo ustabilizowało uznałam,że to dobry moment. 

Najpierw przyszło mi się poważnie zastanowić czy pies będzie rasowy czy adoptuję jakąś bidę ze schronu. Długo trwało zanim podjęłam decyzję, iż będzie to jednak pies rasowy. Ktoś pewnie zaraz zapyta dlaczego? Także odpowiem od razu. Gdybym żyła dalej w Polsce, najprawdopodobniej adoptowałam bym jakiegoś dorosłego psa. Jednak mieszkając w bloku w Niemczech nie odważę się na to. Tu z ludźmi ciężej się dogadać i wątpię czy byliby w stanie przymknąć oko na jakieś problemy behawioralne, które często występują u adopciaków, a niestety przy adopcji nikt mi pewności nie da co do tego jak się pies w domu zachowa. Teraz znów ktoś powie, że przecież mogę szczeniaka adoptować. Też prawda. Jednak tak jak pisałam, marzyłam długo o psie konkretnej wielkości. Dodatkowo po szczeniaku niewiadomego pochodzenia nigdy nie wiadomo jakiego charakteru można się spodziewać. I może jakiś jegomość powie,że to strasznie próżne podejście, ale to jest moje największe marzenie, które wreszcie mogę spełnić! Usłyszałam też ostatnio, ze kupno psa rasowego to pójście na łatwiznę. Nie będę się z tym kłócić. Po części pewnie i tak jest. Jednak trzeba pamiętać, że nie każdy chce psa tylko dla samego "chce psa" i jest w stanie zaakceptować wszystko z czym przyjdzie mu się uporać. Ja na przykład mam pewne plany z nim związane,ale o tym troszkę później. 
Tak też zaczęłam zastanawiać się nad wyborem rasy. Wiele psów mi się w życiu podobało, wiele ras jest przepięknych jednak wiem też, że wygląd to nie wszystko! Trzeba pamiętać, że rasy nie różnią się tylko długością sierści i kształtem uszu. Często mają one również całkowicie różniące się charaktery! Tak jak owczarki są psami uzależnionymi od pracy z człowiekiem, a właściwie dla człowieka, tak rasy myśliwskie mają bardzo silny instynkt łowiecki, natomiast rasy północne są wielkimi indywidualistami i nie zawsze mają ochotę wykonać polecenie. Oczywiście nie można całkiem generalizować, bo charakter w pewnej mierze jest też zbiorem cech osobniczych nie tylko gatunkowych. W ten o to sposób można trafić na huskiego kochającego wykonywać komendy jak i na owczarka, który będzie wolał kanapę od ćwiczeń. 
Rozpoczęłam poszukiwania od przejrzenia listy psich ras. Wiele z nich znałam, parę odkryłam. Zapisywałam sobie te, które mnie zainteresowały (na razie tylko z wyglądu). Stopniowo zaczęłam wykreślać małe rasy i olbrzymie. Potem stopniowo odpadały kolejne rasy. Jedne ze względu na nieodpowiadający mi charakter, kolejne przez problemy zdrowotne itd. Końcowo na liście zostały mi 3 nazwy. Był to Bobtail, Pudel Duży i Airedale Terrier. Wszystkie chętne do pracy z człowiekiem i raczej zdrowe.Postanowiłam pogłębić wiedzę na ich temat o rozmowy z hodowcami, wizyty na wystawach i szukanie informacji wszędzie gdzie się dało. Bobtail niestety choć podobał mi się najbardziej za swą sierść, własnie przez nią odpadł. Obawiałam się, że nie podołam dbaniu o taką szatę. Wolałabym ten czas poświęcić na jakieś ćwiczenia. Także została dwójka kandydatów. Pomimo różnic między nimi, robienia list plusów i minusów nie byłam w stanie wybrać zwycięzcy. Uznałam, że muszę po prostu podjąć decyzję patrząc już stricte na wygląd. I tak moim zwycięzcą został erdel. Nie wiem czemu, ale jakoś mam sentyment do terierów.

Przyszło znaleźć hodowlę. Rozeznałam się w istniejących w Polsce hodowlach i wybrałam kilka tych mniejszych (gdyż uważam, że takie są najlepsze) z którymi się skontaktowałam. Wiadomo, że małe hodowle mają rzadko szczeniaki, gdyż najczęściej mają jedną może 2 suczki. Okazało się, że jedna z nich planuje miot. Zaczęłam rozmowy z hodowlą, czekałam z niecierpliwością na cieczkę, a następnie na potwierdzenie ciąży. I tu moja dobra passa się przerwała. Niestety suczka nie zaszła w ciąże. Zasmuciłam się bardzo, gdyż z hodowlą miałam już na prawdę dobry kontakt, a także byłam tam w odwiedzinach. Los jednak chciał, że dowiedziałam się o innej hodowli, która obecnie ma szczenięta,i którą jakimś dziwnym trafem przeoczyłam wcześniej. Dodatkowo szczenięta są po psie, którego ubóstwiam zarówno za charakter jaki wygląd. Tak też przystąpiłam do rozmów z nową hodowlą. Tutaj nie miałam już tak wiele czasu by móc hodowlę odwiedzić i spokojnie poznać. Szczenięta były już na świecie i do tego już do odbioru. Zaufałam jednak osobie, która poleciła mi właśnie tę hodowlę i tak oto za 6 dni trafi do mojego domu mały szczylek. Jestem bardzo podekscytowana, gdyż pierwszy raz będę miała psiaka od szczeniaka, jednak wierzę, że dam sobie radę. Mam w planach dużo z psiakiem ćwiczyć. Zawsze lubiłam uczyć nowych sztuczek, jednak Baks nie był psem zbyt chętnym do takiej formy aktywności. Dlatego mam nadzieję, że ten długo wyczekiwany bąbel będzie chętnie brał udział w takich zabawach. A jeżeli nie to znajdziemy sobie inne rozrywki :)

Myślę, że jak na pierwszy post to wyszedł on strasznie długi. Chciałam jednak zawrzeć w nim całą tę historię z przed pojawienia się nowego domownika, żeby później już nie zaśmiecać relacji z wychowywania kociego dziadka i szczeniora. Chciałabym tez chwalić się tu postępami, oraz żalić w wypadku problemów czy trudności. 
A na razie w najbliższych dniach pojawi się post dot. wyprawki oraz przygotowań domu na pojawienie się psiego dziecka.

Na koniec zdjęcie mojego przyszłego psiego dzieciaka