Nie wiem czy ktoś będzie tutaj regularnie zaglądał, tak samo jak ja nie zamierzam obiecywać, że wpisy będą pojawiać się regularnie. Ale może po kolei....
Jestem Patrycja, a na zdjęciu ze mną Lucek (najwspanialszy kot na świecie).
Od trochę ponad dwóch lat mieszkam w Niemczech, ale Lucek towarzyszy mi od niedawna. Od dziecka kochałam zwierzęta, ale szczególny sentyment zawsze miałam do psów. Mój pierwszy pies był mieszańcem owczarka niemieckiego i nazywał się Nero. Niestety mieszkał w kojcu, więc jakoś szczególnie zżyta z nim nie byłam, tym bardziej, że odszedł gdy miałam koło 8 lat. Następnie po wieloletnich namowach trafił do mnie Baks. Mój najwspanialszy Baksymilian Wielki
Nie trafił do mnie jako szczenie, ale jako 3 letni już pies (jego historia była dość zagmatwana, więc daruję sobie opowiadanie jej tutaj). Był kompletnie niezsocjalizowany z miastem (a żył w nim całe życie) czy innymi zwierzętami . Dużo czasu upłynęło zanim udało się go jako tako przyzwyczaić do życia. Na zawsze pozostał już strachliwy, jednak mimo to był moim najlepszym przyjacielem. Kochałam go na zabój. Niestety on sam najbardziej na świecie, od pierwszego dnia pobytu w naszym domu pokochał moją mamę. Kiedy nadszedł już mój czas by wyprowadzić się z rodzinnego domu nie miałam serca go ciągnąć ze sobą. Został z moimi rodzicami, gdzie oczywiście regularnie go widywałam! Dożył z nimi 16 lat i odszedł kochany 1 września 2016r. Nawet teraz gdy to piszę mam znów łzy w oczach i strasznie tęsknię za tym małym terrorystą....
Przez większość życia choć miałam Baksa, a przez kilka lat byłam także wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych zwierząt, marzyłam o swoim własnym, dużym psie. Od zawsze wiedziałam, że przyjdzie w moim życiu taki moment kiedy zawita u mnie ten wymarzony towarzysz. Wcześniejsze psy były bardziej z przypadku niż wyboru. A teraz kiedy moje życie się już stosunkowo ustabilizowało uznałam,że to dobry moment.
Najpierw przyszło mi się poważnie zastanowić czy pies będzie rasowy czy adoptuję jakąś bidę ze schronu. Długo trwało zanim podjęłam decyzję, iż będzie to jednak pies rasowy. Ktoś pewnie zaraz zapyta dlaczego? Także odpowiem od razu. Gdybym żyła dalej w Polsce, najprawdopodobniej adoptowałam bym jakiegoś dorosłego psa. Jednak mieszkając w bloku w Niemczech nie odważę się na to. Tu z ludźmi ciężej się dogadać i wątpię czy byliby w stanie przymknąć oko na jakieś problemy behawioralne, które często występują u adopciaków, a niestety przy adopcji nikt mi pewności nie da co do tego jak się pies w domu zachowa. Teraz znów ktoś powie, że przecież mogę szczeniaka adoptować. Też prawda. Jednak tak jak pisałam, marzyłam długo o psie konkretnej wielkości. Dodatkowo po szczeniaku niewiadomego pochodzenia nigdy nie wiadomo jakiego charakteru można się spodziewać. I może jakiś jegomość powie,że to strasznie próżne podejście, ale to jest moje największe marzenie, które wreszcie mogę spełnić! Usłyszałam też ostatnio, ze kupno psa rasowego to pójście na łatwiznę. Nie będę się z tym kłócić. Po części pewnie i tak jest. Jednak trzeba pamiętać, że nie każdy chce psa tylko dla samego "chce psa" i jest w stanie zaakceptować wszystko z czym przyjdzie mu się uporać. Ja na przykład mam pewne plany z nim związane,ale o tym troszkę później.
Tak też zaczęłam zastanawiać się nad wyborem rasy. Wiele psów mi się w życiu podobało, wiele ras jest przepięknych jednak wiem też, że wygląd to nie wszystko! Trzeba pamiętać, że rasy nie różnią się tylko długością sierści i kształtem uszu. Często mają one również całkowicie różniące się charaktery! Tak jak owczarki są psami uzależnionymi od pracy z człowiekiem, a właściwie dla człowieka, tak rasy myśliwskie mają bardzo silny instynkt łowiecki, natomiast rasy północne są wielkimi indywidualistami i nie zawsze mają ochotę wykonać polecenie. Oczywiście nie można całkiem generalizować, bo charakter w pewnej mierze jest też zbiorem cech osobniczych nie tylko gatunkowych. W ten o to sposób można trafić na huskiego kochającego wykonywać komendy jak i na owczarka, który będzie wolał kanapę od ćwiczeń.
Rozpoczęłam poszukiwania od przejrzenia listy psich ras. Wiele z nich znałam, parę odkryłam. Zapisywałam sobie te, które mnie zainteresowały (na razie tylko z wyglądu). Stopniowo zaczęłam wykreślać małe rasy i olbrzymie. Potem stopniowo odpadały kolejne rasy. Jedne ze względu na nieodpowiadający mi charakter, kolejne przez problemy zdrowotne itd. Końcowo na liście zostały mi 3 nazwy. Był to Bobtail, Pudel Duży i Airedale Terrier. Wszystkie chętne do pracy z człowiekiem i raczej zdrowe.Postanowiłam pogłębić wiedzę na ich temat o rozmowy z hodowcami, wizyty na wystawach i szukanie informacji wszędzie gdzie się dało. Bobtail niestety choć podobał mi się najbardziej za swą sierść, własnie przez nią odpadł. Obawiałam się, że nie podołam dbaniu o taką szatę. Wolałabym ten czas poświęcić na jakieś ćwiczenia. Także została dwójka kandydatów. Pomimo różnic między nimi, robienia list plusów i minusów nie byłam w stanie wybrać zwycięzcy. Uznałam, że muszę po prostu podjąć decyzję patrząc już stricte na wygląd. I tak moim zwycięzcą został erdel. Nie wiem czemu, ale jakoś mam sentyment do terierów.
Przyszło znaleźć hodowlę. Rozeznałam się w istniejących w Polsce hodowlach i wybrałam kilka tych mniejszych (gdyż uważam, że takie są najlepsze) z którymi się skontaktowałam. Wiadomo, że małe hodowle mają rzadko szczeniaki, gdyż najczęściej mają jedną może 2 suczki. Okazało się, że jedna z nich planuje miot. Zaczęłam rozmowy z hodowlą, czekałam z niecierpliwością na cieczkę, a następnie na potwierdzenie ciąży. I tu moja dobra passa się przerwała. Niestety suczka nie zaszła w ciąże. Zasmuciłam się bardzo, gdyż z hodowlą miałam już na prawdę dobry kontakt, a także byłam tam w odwiedzinach. Los jednak chciał, że dowiedziałam się o innej hodowli, która obecnie ma szczenięta,i którą jakimś dziwnym trafem przeoczyłam wcześniej. Dodatkowo szczenięta są po psie, którego ubóstwiam zarówno za charakter jaki wygląd. Tak też przystąpiłam do rozmów z nową hodowlą. Tutaj nie miałam już tak wiele czasu by móc hodowlę odwiedzić i spokojnie poznać. Szczenięta były już na świecie i do tego już do odbioru. Zaufałam jednak osobie, która poleciła mi właśnie tę hodowlę i tak oto za 6 dni trafi do mojego domu mały szczylek. Jestem bardzo podekscytowana, gdyż pierwszy raz będę miała psiaka od szczeniaka, jednak wierzę, że dam sobie radę. Mam w planach dużo z psiakiem ćwiczyć. Zawsze lubiłam uczyć nowych sztuczek, jednak Baks nie był psem zbyt chętnym do takiej formy aktywności. Dlatego mam nadzieję, że ten długo wyczekiwany bąbel będzie chętnie brał udział w takich zabawach. A jeżeli nie to znajdziemy sobie inne rozrywki :)
Myślę, że jak na pierwszy post to wyszedł on strasznie długi. Chciałam jednak zawrzeć w nim całą tę historię z przed pojawienia się nowego domownika, żeby później już nie zaśmiecać relacji z wychowywania kociego dziadka i szczeniora. Chciałabym tez chwalić się tu postępami, oraz żalić w wypadku problemów czy trudności.
A na razie w najbliższych dniach pojawi się post dot. wyprawki oraz przygotowań domu na pojawienie się psiego dziecka.
Na koniec zdjęcie mojego przyszłego psiego dzieciaka



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz