Ponieważ psiaka kupowałam w Polsce nie chciałam od razu po odbiorze wyjeżdżać do siebie do Niemiec. Chciałam choć chwilę jeszcze spędzić z rodziną. dodatkowo drugiego dnia dostałam gorączki, więc chcąc nie chcąc musiałam o kilka dni wyjazd odłożyć. Tak też nasze pierwsze dni spędziliśmy w gościach.
Ale wracając do pierwszych chwil malucha w obcym miejscu...
Kiedy dojechaliśmy z psiakiem do domu był już mocno zmęczony podróżą. Dodatkowo głodny, gdyż nie dostał obiadku by nie było mu ciężko podczas drogi. Także chwilę po wejściu do domu psiak dostał michę. Był lekko zdenerwowany nowym miejscem i zapachami, ale z apetytem wsunął całą porcję. Blu jest dość pewnym siebie psiakiem, więc szybko dobrze się u nas poczuł i z pełnym już brzuszkiem zaczął zwiedzać mieszkanie.
Obwąchiwał wszystko dokładnie, w czym mu nie przeszkadzaliśmy. Musiał poznać dokładnie miejsce,w którym się znajdował. Po dokładnym zapoznaniu się już z salonem, kuchnią i przedpokojem dotarł do sypialni... A tam ukrywał się pewien dziwnie jęczący i syczący jegomość. Lucjan nie był zachwycony tym co pojawiło się w domu. Niestety szczeniak przy pierwszej próbie zapoznania się z czarnym kolegą dostał po nosie. Na szczęście nie zraziło go to do kolejnych prób.
Gdy całe mieszkanie zostało już sprawdzone czas było je ochrzcić. Oczywiście pomimo 20 mat chłonnych rozłożonych w całym domu siusiu musiało trafił w miejsce gdzie maty akurat nie było. No co? Mieszkanie musiało zostać oznaczone :)
Teren zwiedzony i oznaczony? To teraz przyszedł czas na szaleństwo. Blusiek od pierwszego spojrzenia pokochał pluszową piszczącą kość (na szczęście już nie piszczy) Bardzo chętnie ją sobie mamlał i przynosił by się z nią bawić.
Jeżeli chodzi o głaskanie i przytulanie to początkowo nie bardzo wiedział o co chodzi. Każda próba dotknięcia go była kojarzona z zabawą czyli podgryzaniem. Jednak już po 2 dniach odkrył przyjemność dotyku ludzkich rąk i teraz sam pcha się na kolanka. Nad podgryzaniem rąk pracowaliśmy trochę dłużej, ale też szybko zrozumiał,że tak nie wolno. Za każdym razem kiedy łapał mnie za rękę przestawał nią ruszać, mówiłam głośne "Ała", a jak nie puszczał to starałam się zapiszczeć. A kiedy tylko puścił szybko łapałam pierwszą lepszą zabawkę i wkładałam mu do pyszczka by zrozumiał co służy do gryzienia.
Psiak też nie znał obroży. Podczas naszej drogi do domu, raz zatrzymaliśmy się by dać psiakowi moment odpoczynku. By nie kusić losu miał założoną obróżkę i smycz (które strasznie go denerwowały). Gdy wysiadł z auta nie rozumiał co go hamuje i wpadł w lekką panikę. Dlatego też następnego dnia w domu (nie pierwszego, gdyż to mogłoby być zbyt wiele dla malucha) założyliśmy mu obróżkę i smycz i zachęcaliśmy go do zabawy podczas gdy był urany. Później gdy już obroża aż tak go nie denerwowała spróbowaliśmy spaceru. Psiak był szczęśliwy będąc na dworze, ale dalej nie bardzo rozumiał co go ciągnie za szyjkę kiedy ten próbuje gdzieś odbiec. Pierwszy spacer nie był idealny, ale za z każdym kolejnym psiak pojmował, że trzeba się trzymać bliżej mnie, inie może kiedy poczuje delikatne pociągnięcie to trzeba się wrócić. Po około 3 dniach i 5-6 spacerkach Blu bez problemu ogarnia o co chodzi ze smyczą i jak należy spacerować. Wiadomo, że nie chodzi idealnie przy nodze i nie raz pociągnie na widok czegoś co mu się spodoba (czyt. fajny krzaczek, inny człowiek czy pies).
| Szczęśliwy śnieżny pies |
Niestety z jedną rzeczą nie poszło nam tak łatwo i dalej z tym problemem walczymy. A dokładnie chodzi o niechęć załatwiania się na dworze (jest ze mną 2 tyg i ani razu się to nie udało), oraz załatwianie się na maty.
Blu jest typem, który nie ma stałych miejsc do siusiania. Najczęściej robi to po prostu w miejscu, w którym mu się zachce (poza spacerami). I chociaż maty są prawie w całym domu, psiak jest chwalony za każda załatwienie potrzeb właśnie na macie, a jak nie trafi to szybko na nią przenoszony jakoś nie potrafi pojąć czego od niego wymagamy.
Początkowo mat było mniej i wyłapywałam momenty kiedy chciał się załatwić i szybko go na maty przenosiłam. Nie dawało to jednak żadnych rezultatów. Teraz matami mam wyłożone prawie całe mieszkanie i nagradzam go smakołykami i pochwałami kiedy tylko się załatwi, czyli prawie zawsze bo teraz naprawdę ciężko byłoby na matę mu nie trafić. Może z czasem wyrobi sobie ulubione miejsca i będzie można sprzątnąć część mat....? Tak czy inaczej nad czystością cały czas pracujemy i jak tylko Blu załapie o co w tych chodzi ogłosimy tę szczęśliwą nowinę całemu światu :D
A na koniec jeszcze kilka zdjęć mojego pieszczoszka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz